wtorek, 21 sierpnia 2012
O bezpieczeństwie, ryzyku i rodzicielstwie
Płynęłam, jak zawsze "do boi" na środku jeziora. W wodzie czuję się jak ryba, więc przepłynęłabym dwa razy tam i z powrotem, jednak tuż przed boją stanęła mi przed oczyma Lenka, która z tatą machała do mnie z brzegu. A co by było gdybym nagle straciła kontrolę. To irracjonalne, ale sama myśl mnie zaciekawiła... nie żyję już tylko dla siebie. Jak dużą wartość ma teraz moje życie. Pojawienie się Leny zmieniło jego bieg. Porzuciłam ukochane zajęcia na rzecz całodobowego etatu mamy, pięknego, wyczerpującego, dającego upadki i uniesienia, każdy to zna. Na ile ufam sobie dbając o jej bezpieczeństwo. Od poczęcia się Leny sięgam w głąb swojej intuicji, by dać mojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa. Zdecydowana większość społeczeństwa widzi to jako podejmowanie ryzyka. W moim rozumieniu to decyzja o porodzie w domu, nieszczepieniu, nie lataniu z maleństwem na ważenie, badanie, doglądanie, aby zachować w niej, i w sobie, wewnętrzny spokój i zaufać naturze, korzystaniu z naturopatii, chustowaniu (przez mijające mnie mamy, babcie, opiekunki przyjmowanie jako tortury skręconego kręgosłupa), karmienie półrocznej kruszynki kawałkami warzyw miast papek i podawaniu napojów w zwykłej szklance, nurkowaniu z 3 miesięcznym bobasem, puszczeniu na leśną polanę w gorący kwiecień bez pieluchy i skarpetek, podobnie z resztą od zawsze po mieszkaniu... to szuflady bez blokad, sadzanie na blat przy kuchence w trakcie gotowanie, widelce i noże na wyciągnięcie ręki...hit sezonu - łyżka do zupy, którą Lena bawiła się od kiedy potrafiła ją utrzymać w rączce. Wszystko w poczuciu jedności z intuicją moją i wrodzoną mądrością nowo przybyłej. Wszystko po to, by wydać na świat człowieka szczęśliwego, o zdrowej, silnej i uroczej osobowości. Takie jest nasze rodzicielstwo... jest zaciskaniem czasem zębów przed chęcią ochrony, która mogłaby zepsuć zabawę lub też ciężką pracę, a właściwie jedno i drugie, przygryzaniem języka przed chęcią wyrzucenia z siebie złości, która mogłaby wywołać poczucie winy i zaburzać autonomię, czytaniem, szukaniem nowych rozwiązań, długimi rozmowami o tym jak, dlaczego i co będzie najlepsze, przyznawaniem się do błędów, stawaniem w obronie i ramie w ramię z naszą córką, a przede wszystkim RADOŚCIĄ, że mimo naszych ułomności, Lena daje sobie świetnie radę w swoim 2-letnim życiu. Piszę rodzicielstwo, gdyż mąż mój, choć niepewnie z początku, w pełni zaufał swym kobietom, wnosząc do naszej rodziny morze miłości, mądrości, wsparcia i ten promienny uśmiech, który rozpoznaję za każdym razem gdy patrzę na Lenkę.
Z jednym jednak przesadziliśmy....od jutra torturuję Lenkę i mocno zapinam, założone również na barki, pasy w foteliku samochodowym - do tej pory ufaliśmy wszechświatowi, że dowiezie nas całych i zdrowych zawsze i wszędzie, a pasy były zapięte z przymrużeniem oka. Będąc częścią bezkresnego, postanawiam dołączyć się do tej ciężkiej pracy czuwania nad bezpieczeństwem największego skarbu mojego...naszego życia. Naszego życie, które z pojawieniem się Leny stało się równie bezcenne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz